Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

Powołanie

Medytacje o powołaniu


Zakwitnę lilią tej wiosny

1. To co się stało owego wiosennego dnia, było tak zwyczajne, że aż nieprawdopodobne. Szłam ulicami mojego miasta, ciepłe promienie słońca dotykały mojej twarzy. Wszystko budziło się do życia. Ja zaś miałam dziś w sobie niepokój i całą gamę wątpliwości.

2. Jakim kwiatem powinnam zakwitną tej wiosny? Fiołkiem, stokrotka różą, czy może kwiatem jabłoni. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi, jak zwykle czyniłam, tak i teraz weszłam na chwilę do kościoła, aby powiedzieć o swoich problemach Jezusowi.

3. Jezus był moim przyjacielem od dawna. Spotykałam go w różnych sytuacjach, w szkole, na spotkaniach, w podróży, czy w górach. Czasem jakieś wątpliwości, gest, czyjś uśmiech lub słowo – przypominało mi o Nim. To  mi po prostu pomagało żyć.

4. Pamiętam, że kiedy weszłam do kościoła i uklęknęłam w ławce, zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Myśli gdzieś mi uciekał, budziły się we mnie ogromne wątpliwości, zaczęłam się szamotać jak ptak w klatce. Pełna rozterek nie wiedział, jak mam w sobie uporządkować myśli To właśnie wtedy przyszła ta myśl, tak zaskakująco, a zarazem zwyczajnie.

 

5. To była moja myśl, ale zarazem Jego myśl, to było przecież spotkanie z Jezusem. On  powiedział tylko: zostaw na brzegu  łódź i sieci, i pójdź za Mną… Wokoło nastał cisza…, zrozumiałam, że tej wiosny mam zakwitnąć lilią.


6. Kiedy znalazłam się znów w promieniach słońca stałam przez chwilę oszołomiona tym co się stało. POWOŁANIE?! Ja! To niemożliwe. Po prostu zdawało mi się. Zresztą przede mną matura, studia i nic innego nie wchodzi w grę…

 

 

 

7. Ale w sercu dźwięczały słowa: zostaw łódź i sieci, zostaw swoje marzenia i plany. Jest wiosna, kwiaty zakwitają i ty musisz zakwitnąć lilią.

 

8. Przyszły zwykłe dni – nauka. Matura, przygotowanie do egzaminów, realizm codzienności przytłumił nieco wrażenie tamtego niezwykłego spotkania. Jednak ta myśl była we mnie i nie umiałam od niej uciec. Powracała coraz większa rozterka: co robić, co wybrać, dokad isć, kogo pytać, komu zawierzyć?

9. Myśl pobiegła do Maryi. Ona też nie wiedziała co robić, była zaskoczona Słowem, które skierował do Niej Bóg. Też przeżyła swój wiosenny, pełen słońca dzień i spotkanie z Aniołem. Dlaczego się zgodziła?

10. „Kiedy Bóg wzywa człowieka, wzywa go po imieniu, dotyka jego osoby tak głęboko, że człowiek czuje się przymuszony do wsłuchania się w ten głos. Dlaczego powiedziałam TAK –Fiat?  Dla mnie osobiste wezwanie Boga było zaszczytem. Bogu, Królowi nieba i ziemi nie można niczego odmówić, bez względu na to czego zażąda. Tym bardziej, że czyni wszystko z miłości i chce naszego szczęścia”.

11.  A Twoje plany Maryjo, pragnienia innego życia? „To prawda, dla Boga zrezygnowałam w własnych pragnień. Ale dla Boga nie ma nic niemożliwego. Realizując jego plany, spełniły się również moje. Żyłam w ciszy Nazaretu i dzięki temu, że miałam Syna byłam jeszcze bardziej podobna do innych kobiet izraelskich. Realizowałam Jego plany, a On spełnił wszystkie moje  marzenia i ubogacił je tym, o czym nigdy nie mogłabym nawet śnić. I tak jest w życiu każdego człowieka, który spełnia wezwanie Boga”.

12. Zaczęłam się zastanawiać, rozważać wszystkie za i przeciw, ciągle myślałam o własnych słabościach, ograniczeniach. Przychodził ból na myśl, że musiałaby zostawić rodziców, przyjaciół, świat tak dla mnie bliski, modę, rozrywki, a w zamian za to … strój zakonny, zależność, może drwiny i śmiech znajomych… I co mam zrezygnować z męża, z dzieci, z radości bycia kochaną, podziwianą… żyć tylko dla Jezusa. Co to znaczy?

13. Waga przechylała się raz w jedna raz w druga stronę, ale w tej rozterce nie byłam sama. Była ze mną Maryja. Wśród burzy trwającej w moim sercu wciąż wracały słowa Jezusa: zostaw swoją łódź i sieci…, odnalazły się gdzieś słowa wspomnień o Janie Pawle i piosenka: Pan kiedyś staną nad brzegiem, szukał ludzi gotowych pójść za nim.. O Panie to Ty na mnie spojrzałeś…

14. Coraz bardziej docierał do mnie, że moje powołanie jest autentyczne, ze jest ono dziełem łaski, że to rzeczywiście wezwanie samego Boga. Znalazłam się znów w znajomym kościele, uklęknęłam, nie miała już nic innego do powiedzenia prócz słów: Jeżeli rzeczywiście chcesz mnie mieć dla siebie – oto jestem. Tylko proszę pomóż mi spełnić to, czego ode mnie oczekujesz.
PRZYBIŁAM DO BRZEGU, ZOSTAWIŁAM SWOJĄ ŁÓDŹ I SIECI, I POSZŁAM ZA NIM.

15. Rzeczywistość nie była jednak na początku tak prosta, musiałam przejść przez niezrozumienie rodziców, żal ojca, łzy mamy, przez zdziwienie koleżanek i kolegów. Ale to już nie było najważniejsze, Jezus czekał na mnie, prowadził do innego brzegu, gdzie czekały inne sieci, gdzie czekała Jego łódź…

16. To nie był mój pomysł!

« Wstecz
美国论文ESSAY代写
top private colleges