0 Powołanie - Szensztacki Instytut Sióstr MaryiSzensztacki Instytut Sióstr Maryi

Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

Powołanie

Świadectwa


Nie dziwię się sobie

 

Dla mnie dawanie świadectwa o swoim powołaniu, to jakby zatrzymanie się nad przedziwnym prowadzeniem i działaniem Boga w moim życiu.

Wychowałam się w rodzinie wierzącej. Zwykła rodzina tak jak wiele innych, ale Bóg miał w niej swoje ważne miejsce. Od dzieciństwa razem ze swoimi siostrami chodziłam do kościoła, na lekcje religii. Później należałam do tzw. grupy Dzieci Maryi. Matka Boża nie była mi jednak zbyt bliska. Kiedy modliłam się zwracałam się bezpośrednio do Jezusa. Maryja stał jakby na uboczu mojej pobożności. Nie byłam z Nią uczuciowo związana i wcale mi to nie przeszkadzało.  Czasami spotykałam siostry zakonne,  musze przyznać, że interesował mnie ich życie. W piątej klasie szkoły podstawowej pojechała na rekolekcje do sióstr szensztackich. Nie zrobiły na mnie większego wrażenia, ot, po prostu zakonnice ja wiele innych.
Lata mijały, a ja rosłam cichym pragnieniem by oddać swoje życie Jezusowi. Kiedy byłam już starsza nigdy nie myślałam o założeniu własnej rodziny. Mój życiowy plan zamykał się w jednym: Pójść za Jezusem. Zaczęłam udzielać się w parafii, kochałam dynamikę, była we mnie chęć twórczego działania. Chciałam by moje życie było wartościowe w i piękne. Moja młodość to fascynacja św. Franciszkiem z Asyżu. To był idol mojej młodości. Co mnie w nim zachwycało? Jego prostota, radość, ubóstwo. To Franciszek był dla mnie przykładem, że można dla Boga zostawić wszystko. Myślałam więc o tym, ze pójdę za Chrystusem. Był jednak pewien problem…  Gdzie?

Zaczęłam pisać do różnych zgromadzeń, otrzymywałam fiszki, foldery, informacje. Założyłam nawet specjalny zeszyt, taki mini leksykon. Wklejałam zdjęcia, adresy, informacje, itd. Ale ukończyłam szkolę średnią i… poszłam do pracy. Dlaczego? Nie wiem. Może zabrakło mi odwagi, a może po prostu nie był to jeszcze mój czas? W domu nikt nie wiedział o moim pragnieniu, po roku pracy postanowiła zrealizować moje pragnienie. Pan Bóg jednak jest przedziwny. W tym czasie moja strasz siostra zakomunikowała nagle w domu, że wstępuje do zakonu. Polały się łzy i rozpoczęły przygotowania… Poczułam, że tracę grunt pod nogami. Było dla mnie jasne, że nie mogę tego zrobić rodzicom. Dwie córki w jednym roku, to za wielka ofiara!

Ostatecznie moja siostra zrezygnowała ze swoich planów, a ja nawiązałam kontakt z siostrami w Świdrze i postanowiłam w tajemnicy wszystko załatwić. Umówiłam się na spotkanie z mistrzynią nowicjatu, wzięłam z pracy wolne i pojechałam na „delegację” do Warszawy. Ale im było bliżej Warszawy tym moja pewność słabła i, dokładnie 10 minut po przyjeździe na Dworzec Centralny wsiadłam w pociąg powrotny do Gliwic. Zbliżając się do Gliwic w sercu czułam żal i zawód, że stchórzyłam. Za dwa tygodnie zaaranżowałam kolejny wyjazd do stolicy. Niestety sytuacja się powtórzyła, tylko, że tym razem byłam dłużej i zwiedzałam przez kilka godzin Warszawę. Potem wróciłam do Gliwic, do klasztoru nie dojechałam. Wrócił żal i tęsknota za Bogiem. Skutek - pojechałam trzeci raz!


Możecie wierzyć, albo nie, ale znów wróciłam jak poprzednie dwa razy nie załatwiwszy niczego. To były dla mnie ciężkie chwile. Sama nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, dużo się modliłam. Czułam, że szatan o mnie walczy, że chce mnie odciągnąć od zamiaru poświęcenia się Jezusowi. To był heroizm, ale zdecydowałam się na czwarty wyjazd. Był już skuteczny. Załatwiłam wszystkie formalności, wracałam z wielkim pokojem i cichą radością w sercu. Pozostała ważna kwestia poinformowania Rodziców. Poczekałam na wyjazd Taty z młodszą siostrą na wakacje i porozmawiałam z Mamą. Pamiętam, że Mamusia szyła coś na maszynie, gdy ja zdradzałam jej swoją tajemnice…

Dziś mija już ponad 10 lat od tych chwil. Byłam na kilku różnych placówkach, odkryłam swoją pasję – muzykę, skończyłam Studium Organistowskie w Warszawie, obecnie obok służby pielgrzymom, gram jako organistka w Sanktuarium Przymierza na Górze Chełmskiej w Koszalinie. Jezus nieustannie jest w centrum mego życia, to moje największe szczęście i radość. Radość, która nie jest wolna od ofiary, Życie dla Boga wymaga zaparcia się i wyrzeczenia siebie, ciągłych wyborów, nowego „tak” każdego dnia. W ciszy serca wobec wielkiej tajemnicy, której na imię powołanie, mówię dziś Bogu prosto: Dziękuję za tyle łask…, i nie dziwię się sobie…
 

                        s. M.Seweryna Leszczyńska, 20 lat w Instytucie Sióstr Szensztackich
 

« Wstecz
美国论文ESSAY代写
top private colleges