Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

O naszej Wspólnocie

Siostra M.Emilia Engel


Projekt 9 KROKÓW - Krok piąty

5. KROK: Po prostu wytrzymać! Znosić to!

 

Pomocą  jest prezentacja 5 Krok - medytacja  (do pobrania w MULTIMEDIA)

 

A. Spojrzenie  na Siostrę Emilię

W 1935 roku siostra Emilia zachorowała ciężko na gruźlicę płuc. Miała za sobą owocne lata pracy w rozwijającej się wspólnocie sióstr oraz odpowiedzialność za wychowywanie powołań. Nagle pojawiła się choroba, która zmieniła cały jej dotychczasowy rytm życia. Wciąż przebywała w szpitalach i sanatoriach, przeżyła wiele bardzo bolesnych operacji m.in. usunięcie żeber. Wiele lat spędziła na leczeniu. W tamtych czasach gruźlica była tym, czym obecnie jest nowotwór, rak. Wiele osób to cierpienie zmogło, także tych, z którymi przebywała s. Emilia. Nie znano jeszcze penicyliny, jedyną możliwą metodą leczenia była kuracja leżąca. Oznaczało to leżenie 8 godzin dziennie, patrzenie na ten sam krzak i spoglądanie na to samo drzewo a następnie cała noc spędzona w łóżku. Jedna wielka bezczynność. Przy tym wszystkim nie było odpowiedzi na ważne pytania: czy będę zdrowa? Czy choroba się nie rozwinie? Czy moje życie nagle się nie zakończy  jak u wielu którzy wokół mnie umierają?

Siostra Emilia przetrwała ten czas ze świadomością: "nawet jeśli na zewnątrz muszę pozostać bezczynną, moje życie jest owocne dla wielu ludzi".

 

B. Spojrzenie  na nas

Jest czwartek wieczór w prawie pustym przedziale pociągu Interecity . Pośrodku  siedzi sześciu młodych menadżerów wesoło rozmawiając, dobrze ubranych, radosnych, wyrażających się fachowo i dających do zrozumienia, iż znają się na interesach. Kilka rzędów dalej siedzi samotny mężczyzna też elegancki, w takim samym wieku . Siedzi nieruchomo wyprostowany jakby pozbawiony energii. Spogląda od czasu do czasu na rozbawiona grupkę nie zmieniając wyrazu twarzy najmniejszym gestem, mimiką. Jedyny ruch jaki wykonuje to  zaplatanie rąk. W pewnym momencie bierze do ręki swoją aktówkę, wyciąga z niej jakiś dokument, targa go na kawałki i wyrzuca. Potem znów siedzi bez ruchu. Wielki kontrast  w stosunku do rozbawionej grupki mężczyzn. Nagle ktoś wszedł do przedziału i usiadł obok milczącego mężczyzny. Wygląda na to, że podróżują razem. Rozmawiają ze sobą, okazuje się, że są kolegami. Ten samotnie siedzący mężczyzna dzisiaj, zupełnie nieoczekiwanie stracił pracę i  przeżywa to bardzo. Jest w drodze do domu. Rodzina jeszcze o niczym  nie wie.


Ogromne  doświadczenie. Nie można nic zrobić tylko trwać i przetrwać.
Jest wielka różnica w przeżywaniu kiedy się wie, że choroba nowotworowa się rozprzestrzenia na świecie, a kiedy  doświadcza się  jej osobiście.To wielka różnica między tym by wiedzieć, że stale wzrasta liczba bezrobotnych, a samemu nagle otrzymać wypowiedzenie z pracy. Co musi się dziać w człowieku, kiedy  nagle wyrwany zostanie z pełnej aktywności,  która była najważniejszą częścią jego życia, źródłem radości i poczucia wartości. Może osobiście nie przeżywaliśmy takiego ekstremalnego położenia, ale istnieją codzienne sytuacje i doświadczenia, które maja coś z tego, co wewnętrznie odczuwamy jako niepewność i opuszczenie.

Przykłady:

  • Umówieni jesteśmy na ważna rozmowę i stoimy godzinę w korku  na autostradzie nie mogąc skręcić ani nikogo wyprzedzić. Możemy tylko posuwać się co jakiś czas do przodu o parę metrów.
  • Pewna kobieta włącza rano radio, słyszy o wypadku na autostradzie, w którym jest wielu rannych i poszkodowanych. Jej mąż parę minut temu wyjechał w tym kierunku i musiałby być w tym czasie na miejscu wypadku. Pojawia się niepokojące pytanie:  Może jest ciężko ranny? Policja nie może jeszcze udzielić żadnych informacji. Dla tej kobiety trwało  to całą wieczność, póki nie  nadeszła oczekiwana odpowiedź. Mąż szczęśliwie dotarł do celu, ominął go wypadek.
  • Dorastająca córka wyszła nie wiadomo dokąd ze swoja paczka znajomych. Dochodzi 24.00 – powinna być już w domu. Jest 1.00, potem 1.30 – trwa oczekiwanie pełne udręki,  nie ma mowy o spaniu. Wreszcie ok. 2 godziny otwierają się drzwi - córka wróciła do domu.

 

Taki czas, w którym nic nie możemy zrobić jak tylko czekać albo się niepokoić, zbliżony jest w swoim przeżywaniu do wcześniejszego przykładu choroby i utraconej pracy.

 

Pytanie o sens.
To, co czyni tak trudnym , bezczynnie leżenie  w łóżku szpitalnym, godzina za godziną..
To pytanie: Czy to coś da? Czy choroba się nie nasili? Pytanie o sens.
Cierpienia nie są najtrudniejsze; my ludzie potrafimy wiele znieść i przyjąć dużo bólu jeżeli dostrzegamy w tym  sens, najtrudniejszy w takim położeniu jest brak sensu. Po co to wszystko znosić? Może to nie jest potrzebne?

Co  nas  najbardziej obciąża, gdy odchodzimy z pracy? To nie małe dochody wyprowadzają nas z równowagi- niektórzy ludzie są gotowi pracować nawet za małe wynagrodzenie, aby tylko nie stracić pracy. Najtrudniejsze właściwie jest to, że cały nasz sens życia postawiony jest pod znakiem zapytania. Sens ma coś wspólnego z byciem potrzebnym, z zadaniem.
Bezrobotny przeżywa to w bardzo dotkliwie, boleśnie  -  „Jesteś zbędny”.
Na tym wyrzuconym z pracy mężczyźnie łatwo można było zauważyć. Takie doświadczenie paraliżuje  całego człowieka i odbiera  mu energię.
Naturalne perspektywy czasem są za krótkie, kiedy ktoś radykalnie chce walczyć z bezsensem  swojej sytuacji. Komuś, kto stracił pracę możemy powiedzieć: „może cos się wydarzy i znajdziesz pracę ?”. Na kogoś, kto stale jest bezrobotny już  te słowa nie działają. Tak samo mało skuteczne jest powiedzenie chorującemu już bardzo długo: będzie znów dobrze!

 

Z pełnym mocy spokojem ducha.

Emilia Engel podążała inną drogą. To jest ta sama droga , którą kroczyła przed chorobą , ale teraz jest ona intensywniejsza. Poważnie traktuje wiarę i przekonanie, że dla chrześcijanina wszystko ma sens, ponieważ każde cierpienie jest wchłonięte przez cierpienie Jezusa i staje się przez to bardziej zrozumiałe. Wszystko: wewnętrzna bieda związana z chorobą, samotność, cierpienie, ból,  niepewność,  niemożność wykonywania pracy. Jako ludzie wierzący, chrześcijanie, możemy to wszystko uczynić pożytecznym i sensownym. Przekazując to Chrystusowi, a on daruje ludziom odpowiednie siły i łaski, których potrzebują.
Leżenie w samotności stało się dla s. Emilii środkiem działania,  uczucie opuszczenia, strachu, każdy ból , nuda spoglądania ciągle  na ten  sam krzak. Wszystko ofiarował w intencji wielkich potrzeb leżących jej na sercu, w intencji ludzi z nią związanych.

 

Przezwyciężyła bezsens swojego położenia przez to, że siebie i swoje cierpienia połączyła z Chrystusem.

 

Podczas  marszu milczenia przeciwko wojnie domowej w Bośni i Hercegowinie niektóre kobiety trzymały plakat z napisem „Z beznadziejną wściekłością”. Istnieją sytuacje na które po ludzku nie można inaczej zareagować jak tylko tak.

 

O siostrze Emilii stale przebywającej w szpitalach i sanatoriach można napisać inne słowa, a mianowicie: Mocą spokoju ducha. Tam, gdzie po ludzku przeżywa się bezradność i beznadziejność, i wzrasta agresja i wściekłość, związanie z Chrystusem przynosi nowy sens, nową siłę: Jest to sztuka, aby podczas długich godzin trwania, uczynić owocną dla innych beznadziejność i bezsensowność sytuacji. Złączyć je w Ofierze z Tym,  Który długie godziny cierpiał i umierał na krzyżu za każdego z nas.

 

Ćwiczenie dla zyskania duchowej równowagi

Sytuacje o których mówiliśmy mają swoisty rodzaj oddziaływania. Znosimy je bardzo trudno. Nie jest łatwo znosić siebie samego, leżeć tygodniami nawet miesiącami w łóżku. Nie jest to łatwe wytrzymać i trwać  mając poczucie „Jestem zbędny, nic nie mogę robić, niczego nie mogę zmienić, jak tylko czekać. ” Uczyć się znosić samego siebie to ważne ćwiczenie, aby uzdolnić się do większych kryzysowych sytuacji. To ćwiczenie pomaga nam, byśmy podczas przeżywania małych trudności stanęli w pionie.

 

Zachęta

 Wykorzystajmy sytuacje czekania – podczas korka ulicznego w mieście, w kolejce do kasy, podczas bezsennych nocy, w poczekalni u lekarza, czekając na osobę, z która jesteśmy umówieni; –  na to, aby siebie samego znosić.

Co to znaczy?
Spróbujemy nie okazywać niecierpliwości, nie reagować wobec  drugich zarzutami, odwrócić uwagę od drażliwego tematu... Oddajemy Panu Bogu ten stracony czas, uczucie złości i zdenerwowania, niecierpliwości i bezsilności  w intencji jakiegoś człowieka, który leży nam na sercu i który być może potrzebuje szczególnych łask i wstawiennictwa. Zaufajmy, że Pan Bóg przemieni nasz wysiłek w pociechę, umocnienie i opiekę dla niego. Kiedy nam będzie bardzo ciężko prośmy Siostrę Emilię:

 

Podaruj mi trochę  Twojej mocy ducha, abym wytrzymała i zniosła tę sytuację!

« Wstecz
美国论文ESSAY代写
top private colleges