Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

O naszej Wspólnocie

Siostra M.Emilia Engel


Projekt 9 KROKÓW - Krok czwarty

4. KROK :  Nie wyolbrzymiać!   

Nie czynić z komara słonia, a z igły wideł.

 

Pomocą jest prezentacja 4 Krok - do pobrania w MULTIMEDIA.

 

1. Spojrzenie na s. M.Emilię

Siostra Emilia  jest od kilku lat odpowiedzialna  za dziewczęta, które zdecydowały się wstąpić do Szensztackiego Instytutu Sióstr Maryi. Znów rozpoczął się nowicjat - czas wprowadzenia. W pierwszy dzień nowicjatu wszystkie, czterdzieści cztery młode kobiety, siedzą przy kolacji. Obok s.Emilii znajduje się  dziewczyna z  południowych Niemiec. Jedzenie, które stoi na stole jest jej nieznane - kaszka na słodko. Wydaje się  jej to niesmaczne. Obok siedzi młoda kobieta z północnych Niemiec, natychmiast zauważa jak jej sąsiadka przy stole ostrożnie próbuje łyżeczką  nabrać kaszkę i zwraca się do niej ze słowami: ”Nie musisz tego jeść, jeśli nie znasz tej potrawy”. Siostra Emilia,  przyglądając się z boku, obserwuje również z uśmiechem i wyrozumiałością tę wewnętrzna walkę. Po chwili spokojnym życzliwym tonem mówi: ”To jest dla Ciebie coś nowego, ale przecież chcesz być mężna”. Młoda kobieta odpowiada uśmiechem i zaczyna jeść kaszkę.

 

2. Spojrzenie na nas

Każda z nas ma taką „słodką kaszkę” wobec której czuje się bezsilna. Może to być ktoś, kto przez swoją niewyszukaną życzliwość ciągle podnosi nam ciśnienie albo koleżanka, która stale sprząta cudze biurka we wspólnym pomieszczeniu biurowym. Może przebywam z kimś, kto nie pozwala mi się wypowiedzieć i stale wpada mi w słowo. Inna osoba posługuje się  gwarą której nie znoszę; Ktoś z  kręgu najbliższych mi osób - mąż, córka, syn - ktoś z nich stale zostawia w domu  wszystkie drzwi otwarte.
Gdy takie małe rzeczy wciąż się powtarzają, mogą stać się prawdziwym utrapieniem i stale wyprowadzać nas z równowagi. Można te drobnostki kultywować i dramatyzować. Niektórzy zwykły katar określają jako grypę, ból głowy jako migrenę a drażliwą reakcję jako agresję.

Cały tydzień tylko ja muszę zmywać naczynia w naszej wspólnocie mieszkaniowej – narzeka studentka. Po krótkiej rozmowie okazało się, że mieszkają tam 2 osoby. Zmywanie polega na umyciu naczyń po śniadaniu – ponieważ resztę posiłków spożywają w barze. Stos naczyń każdego dnia to: dwie filiżanki, dwa talerze, dzbanek na herbatę i parę małych rekwizytów.
Tak z igły powstają widły, a z komara słoń. Kiedy wyolbrzymiamy pewne rzeczy  to powstaje w naszym wnętrzu atmosfera samowspółczucia, użalania się nad sobą. Nikt nie zwraca na mnie uwagi. I tak dalej...
Nie zawsze jednakowo reagujemy na coś takiego. W fazie, kiedy nasze życie uczuciowe jest chwiejne, to fala przewrażliwienia jest głębsza; rzeczy, które do tej pory nas nie dotykały, nagle stają się dramatem. Wtedy nasza wewnętrzna równowaga mocno uzależniona jest od tego, jak zachowamy się w takich sytuacjach.

Kaszka manna w moim życiu, kaszka wobec której broni się młoda kobieta.

Siostra Emilia zachęca do odważnego przekraczania siebie. Chcesz być  przecież mężna!

Może ktoś zapytać -  Czy nie powinniśmy tej odwagi zachować na poważniejsze sytuacje?  – Co znaczy „słodka kaszka” wobec kryzysu małżeńskiego, wobec ciężkiej operacji albo obowiązku trudnej, poważnej  rozmowy z człowiekiem, który zszedł na manowce. Kiedy zrozumiemy,  jak z komara powstaje słoń, wtedy  poczujemy duchowo jak ważna jest ta zachęta „TY chcesz  przecież być, mężna”.

Psychologicznie patrząc – męstwo, to siła osobowości, aby samemu się utwierdzać przeciw trudnościom pochodzących z wewnątrz i z  zewnątrz. Trudności wewnętrzne mogą pochodzić od naszych zmysłów lub uczuć i hamować nas w tym, byśmy byli tacy, jacy  chcemy być .
Przypatrzmy się bliżej temu, co w nas się dokonuje;  posiadam w sobie uczucia obronne wobec „kaszki”, wobec przesadnie ugrzecznionej kobiety. Jako ludzie posiadamy uczucia, ale my nie jesteśmy tym uczuciem. Jeżeli by tak było, to każdy, kto denerwuje się na  drugiego musiałby swoja agresję skierować na tę właśnie  osobę. Kto ślepo pozwala się prowadzić swoim zmysłom, popędom i uczuciom nie znajduje przez to rzeczywistego odprężenia życie uczuciowe zmienia się z czasem i dochodzi do wyolbrzymionych, nienormalnych reakcji uczuciowych. Kobieta, którą tylko lekko się dotknie, a ona natychmiast eksploduje i dąsa się. Dla otoczenia jest ona nieobliczalna.  Tak samo niedojrzały uczuciowo jest człowiek, który tłumi swoją agresję, nie pozwalając  się jej ujawnić. Z czasem taki człowiek staje się nieczuły. Kobieta, która tłumi swoje uczucia staje się twarda i bez miłości.
Można to porównać do posługiwania się  ogrodowym wężem. Funkcje męstwa można określić, ono wzmacnia nasza wolę, by właściwie prowadzić dynamikę uczuć i zmysłowych poruszeń. Jest to jak posługiwanie się podczas podlewania ogrodu  wężem. Im mocniejszy jest strumień wody, tym silniej musimy trzymać wąż i skierować go na właściwe miejsce, tam gdzie ma dotrzeć woda. Jeżeli tego nie czynimy, to  wąż tańczy  bez celu spryskując wokół wszystko, prawdopodobnie także i nas.

Męstwo jest nam po to potrzebne, aby we właściwy sposób regulować i wykorzystać nasze uczucia.


To nie uczucie ma mnie, ale ja mam uczucia w swoich rękach i robię z nim co chcę, czyli obchodzę się z nim właściwie.
Mocne uczucia są czymś pozytywnym, gdy rozwijamy w sobie  dzielność.
Kiedy rozwinie się we mnie ta wewnętrzna moc? Gdy zjem swoją kaszkę. Ona nie musi być moją ulubioną potrawą chodzi o to, że przez przezwyciężanie siebie, rozwijamy w sobie pewną zdolność. Umiemy coś w sobie przezwyciężyć.

 

Grecki filozof Arystoteles pokazał to na przykładzie tragarza. Jeżeli nakłada  on na siebie zbyt wiele ładunków, łamie się. Jeżeli jest za mało obciążony, to nie rozwija w sobie wszystkich swoich możliwości. W jaki więc sposób znajdzie właściwą miarę? Przez to, że będzie próbował dźwigać coraz większe ciężary. Tak samo jest z rozwojem naszej osobowości.
Kto w małych rzeczach nie panuje nad  popędami i uczuciami, ten  nie będzie zdolny sprostać poważnym wezwaniom typu: silne uprzedzenie wobec jakiegoś człowieka, kryzys w relacjach, głębokie zranienie, utrata dobrego imienia, niesprawiedliwe cierpienie itp. Męstwo jest wewnętrzną siłą, aby pozwolić komarowi zostać komarem, by nie urósł on do wielkości słonia i by  igła nie przeobraziła się w widły.

S. Emilia Engel wiedziała dobrze dlaczego zachęciła młoda kobietę do przezwyciężenia się przy stole słowami: Chcesz być przecież dzielna!
Osoba, o której mowa stwierdziła później, że słowa Emilii towarzyszyły jej i motywowały, aby przezwyciężać trudności i wielkie kryzysy. Są jednak trudności, które  własnymi siłami trudno jest  przezwyciężyć. Doświadczamy tego często przy uczuciach obronnych, uczuciach niechęci wobec innych ludzi. Jeżeli koncentrujemy się na tym, by je przezwyciężać, to wzmacniamy je tylko. Czyste naturalne męstwo może prowadzić  w tym przypadku do przymusu. Chcę to przezwyciężyć, pokonać!
Uczucia obronne mogą być przezwyciężone tylko przez pozytywne nastawienie takie jak: współczucie, dobroć, miłość, zrozumienie. Te uczucia muszą być nam jednak podarowane. Sami ich nie potrafimy stworzyć. Dlatego o.Kentenich radził , by nie koncentrować się  na uczuciach obronnych i przez to na sobie samych, ale by złączyć się z osoba, która wzmacnia naszą miłość. Jest to możliwe na naturalnej płaszczyźnie. Jeśli zwiążemy się z człowiekiem, którego bardzo kochamy i jeśli ta miłość jest zdrowa, wtedy rozszerza ona nasze serce na  innych i stajemy się dla nich  lepsi, bardziej życzliwi. Obowiązuje to przede wszystkim w naszej więzi z Chrystusem, z Bogiem Ojcem i Maryją.
Jeśli czujemy urazę, odrazę wobec kogoś i  złączmy się z tym, który mieszka nie tylko w naszym sercu, ale i w sercu bliźniego.  Każdy człowiek jest odbiciem Boga, jest stworzony na  Jego obraz,  każdy jest przez Pana Boga akceptowany, za każdego człowieka, - także tego niesympatycznego i pełnego błędów - Jezus oddał swoje życie. Ofiara Jezusa i miłość Boga obejmuje  każdego człowieka, ponieważ każdy jest cenny w oczach Boga. Tam gdzie jakiś człowiek wewnętrznie nas dotyka, rani możemy połączyć się z Bogiem w naszym sercu i ON będzie tego drugiego człowieka we mnie lubił jeżeli ja tego nie potrafię.
W pewnej historii dla dzieci wyrażone jest to w następujący sposób: Mała Ania modli się; Kochany Boże, proszę Cię kochaj Maksia podwójnie, bo ja wcale dzisiaj tego nie potrafię.
W cudownej formie działa tutaj miłość nieprzyjaciół. Nie musimy naszych uczuć naginać i wykrzywiać, ale możemy prosić Boga, aby tego człowieka przyjął i kochał zamiast  nas. Taka postawa wpływa także na nasze uczucia. Stajemy się spokojniejsi, a uczucia odrazy i nie akceptacji szybciej mijają. Pozwalamy, by Bóg przezwyciężał w nas te obronne i negatywne uczucia.
Męstwo, odwaga jako zdolność do przezwyciężania trudności rośnie nie tylko przez ćwiczenie się.  Rośnie - szczególnie u kobiety - przez poświęcenie się, oddanie, zjednoczenie z jakimś mocnym  TY!  /drugą osobą/. Widoczne to było w życiu s.Emilii.

Podczas II wojny światowej ktoś pracował dla Ruchu Szensztackiego z narażeniem życia. Każde odbywające się szkolenie połączone było z ryzykiem, że reżim hitlerowski odkryje to i ukarze. Osoba, której to dotyczyło, radziła się s.Emilii jak ma dalej postępować? Narażała bowiem Szensztat i siostry Maryi. Siostra Emilia odpowiedziała: Bóg pomaga odważnym!

Jej odwaga wyrosła z mocnej postawy wiązania  się z bliźnimi, ale także z Maryją i z Chrystusem. Jestem winny podziękowania za przykładna postawę s. Emilii - powiedział pewien kapłan, ponieważ doświadczyłem  tego, iż Ona sama była wiarygodna w tym, czego wymagała od innych.

 

3. Ćwiczenie dla zdobycia duchowej równowagi

Jest to  dla ciebie niezwyczajne, ale musisz być dzielna! – słowa te mogą nam towarzyszyć jakiś czas. Wybierzmy sobie jakiś punkt, który byłby dla nas taka „kaszką manną” . Ćwiczmy się w tym punkcie, przezwyciężając odrazę i  trudności wewnętrzne. To będzie boleć, ale jest możliwe do przezwyciężenia. Nie dławimy  naszego uczucia, ale wychowujemy je i integrujemy z sobą.


Chcę być dzielna i zjadam moja kaszkę raz dziennie!

Zjednoczenie z Chrystusem w moim sercu może dodawać mi ciągle sił.
 

« Wstecz
custom writing
美国论文ESSAY代写