Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

O naszej Wspólnocie

Siostra M.Emilia Engel


Projekt 9 KROKÓW - Krok trzeci

3. KROK:   Na nowo ukształtować rytm dnia

 

Pomocą jest prezentacja 2 Krok - medytacja (do pobrania w MULTIMEDIA)

 

 

1.  Spojrzenie na Siostrę Emilię

Jest początek lat 50., czas odbudowy po II wojnie światowej i wielkiej biedy w Niemczech. Siostra M. Emilia jest przełożoną prowincjalną. Oddaje młodzieży żeńskiej do dyspozycji dom prowincjalny, aby mogła przeprowadzać swoje szkolenia. Siostry udostępniły dziewczętom pomieszczenia wspólne i swoje pokoje. Chociaż są ogromne trudności ze zdobyciem żywności, s. M. Emilia prosi kucharkę, aby dziewczętom na śniadanie podała nie tylko marmoladę, ale także półmisek z wędliną. Kucharka odpowiada, że to niemożliwe, by wystarczyło dla wszystkich, a nie ma żadnych zapasów. A co będzie jutro, co podamy jutro na stół? – pyta kucharka. Siostra M. Emilia odpowiada jej: Wytrzymaj tylko jeden dzień, do jutra. Zobaczysz sama, Matka Boża się zatroszczy. Kucharka zgodziła się wydać wszystką żywność, ale gdy przyszedł wieczór i na następny dzień nie było co przygotować, trochę się zdenerwowała. Chciała pójść do siostry prowincjalnej i powiedzieć jej: Widzisz, masz, co chciałaś! W tym momencie, w strugach deszczu, przyjechała na rowerze siostra z pobliskiej placówki z dużą ilością wędliny. Jakiś gospodarz podarował ją siostrom, a ona miała natchnienie, by jeszcze tego samego dnia zawieźć żywność do odległego o 30 km domu prowincjalnego. Macie przecież mniej żywności niż my – stwierdziła. Siostra M. Emilia odpowiedziała: Teraz mamy wystarczającą ilość, by nakarmić młodzież.

Oddać chętnie coś osobistego w połączeniu z ofiarą to dar prawdziwej miłości.

 

2. Spojrzenie na nas

Czasami jesteśmy jak „wielcy ludzie”, o których opowiada Antoine de Saint-Exupéry w „Małym Księciu”:
Wielcy ludzie lubią liczyć. Kiedy ktoś im opowiada o nowym przyjacielu, nie pytają o coś istotnego. Nie pytają: Jak brzmi jego głos? Jakie gry i zabawy lubi najbardziej? Czy zbiera motyle? Oni pytają was: Ile ma lat? Ilu ma braci? Ile waży? Ile zarabia jego ojciec? A potem myślą, że go już znają.


Jesteśmy przyzwyczajeni, by w naszej egzystencji dawać pierwszeństwo temu, co według nas ważne: najpierw to, co konieczne i potrzebne do przeżycia, potem, gdy egzystencja jest już zabezpieczona, dajemy miejsce temu, co piękne, godne podziwu, zajmujemy się głębszymi rzeczami i sprawami niematerialnymi. Bardzo często zatrzymujemy się tylko na tym pierwszym etapie, ponieważ ekonomiczne zabezpieczenie nie jest pewne i pozbawione ryzyka.
To wpływa na podział naszego czasu i sił.

 

Nowa droga, by ocenić własne życie

Pan Jezus wybrał nowy styl obchodzenia się z tym, co ważne. Wskazywał na lilie polne, które pięknie wyglądają, a nic w tym kierunku nie robią.

Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam. Nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się zbytnio. Dosyć ma dzień swojej biedy (Mt 6, 30-33).

Chodzi tutaj o lepszy sposób służenia. Bóg działa tam, gdzie ludzkie możliwości nie wystarczają, i troszczy się o wszystko, co konieczne dla nas.
Chodzi tutaj o nowy sposób życia w codzienności. Jezus chce, abyśmy czynili to, co konieczne, ale nie oceniali tego jako najważniejsze. Najważniejsze jest Królestwo Boże i jego sprawiedliwość.
Pan Bóg każdemu człowiekowi chce oddać sprawiedliwość. Nie jesteśmy prawi i sprawiedliwi wobec siebie i innych, kiedy każdego dnia uporczywie trzymamy się utrwalonych schematów i „wariujemy” na tle obowiązków i planów, powtarzając: ja muszę!

Być sprawiedliwym wobec siebie i innych

Szukać Bożej sprawiedliwości to próbować każdego dnia na nowo sprawiedliwie traktować siebie i ludzi wokół.

Być prawym, sprawiedliwym wobec drugiego człowieka,

nie znaczy pozwolić się wykorzystać, ale dać mu to, czego on

rzeczywiście potrzebuje, co pozwala mu wzrastać.

Dziewczęta, o których wcześniej wspomniałam, mówiąc o s. M. Emilii, nie umarłyby z głodu, gdyby na śniadanie otrzymały tylko chleb z dżemem. Siostry musiały i z tego dla nich zrezygnować. Takie pożywienie byłoby wystarczające dla dziewcząt.

I tutaj zaczyna się wyższa forma bycia prawym wobec drugiego człowieka. Ma to coś wspólnego z tym, o czym mówił Exupéry w „Małym Księciu”, co określa człowieka jako szczególnego, niepowtarzalnego. Poważnie przyjąć dźwięk jego głosu, chętnie wypełniać to, co mu służy, traktować go poważnie, przede wszystkim wyczuwać, za czym on tęskni. Siostra M. Emilia pragnęła nie tylko zatroszczyć się o młode kobiety, ona chciała dać im coś odczuć. Co mianowicie? Jesteście tutaj, przy sanktuarium, mile widziane, macie czuć się tutaj jak w domu. Matka Boża jest Tą, która dobrze przyjmuje gości i pragnie was tutaj obdarować.
W tym czasie naznaczonym biedą znakiem tego był półmisek z wędliną.
Ten, kto się czuje przyjęty po ludzku, staje się też bardziej otwarty na przyjęcie łaski.
Siostra M. Emilia zaufała, że „wszystko inne będzie jej przydane”. Wierzyła, że Matka Boża zatroszczy się, aby żywności wystarczyło dla wszystkich. Wzięła na siebie odpowiedzialność za to, gdyby do wieczora nie znalazło się pożywienie dla wszystkich.
Co szczególnego jest w tej postawie? Kiedy oderwiemy się trochę od koncentracji na tym, aby przeżyć, od naszych podstawowych potrzeb, łatwiej jest nam przyjąć sytuacje, w których nie posiadamy wystarczającej ilości środków do życia.
Stajemy się od tego bardziej niezależni wewnętrznie. Człowiek, który przeżywa kryzys ekonomiczny, znacznie lepiej da sobie radę, kiedy nie będzie koncentrował się na sytuacji materialnej, ale pozostanie otwarty na inne wartości.
Więźniowie w obozach koncentracyjnych łatwiej radzili sobie z uczuciem głodu, kiedy koncentrowali się na innych celach i wartościach niż pożywienie. Mimo zbyt małej racji żywności posiadali większą zdolność przeżycia ekstremalnie trudnych warunków niż ci, którzy tego nie czynili.

 

3. Ćwiczyć się we wspaniałomyślności, a nie rozrzutności

Kiedy zdajemy się na Boga, także w tych konkretnych rzeczach, w trosce o nasze położenie materialne i nasze zdrowie, wtedy rośnie w sercu pewnego rodzaju wspaniałomyślność. Poważnie bierzemy po uwagę to, czego potrzebują inni, i ofiarujemy im to z otwartym sercem. Ten rodzaj wspaniałomyślność nie jest rozrzutnością, trwonieniem. Rozrzutność wyrzuca przedmioty bezmyślnie, wspaniałomyślność daruje świadomie, z rozwagą. Daje z gotowością złożenia samemu koniecznej ofiary.
Ten rodzaj wspaniałomyślności nie jest pytaniem o rodzaj, o sposób, ale jest działaniem w zaufaniu wobec możliwości Boga. Przez to może dojrzewać nasza postawa względem innych. Jest to konieczne do tego, abyśmy same wobec siebie odpowiednio się zachowywały. Człowiek, który czuje się nadmiernie obciążony i żyje już końcówką swych duchowych rezerw, zwyczajnie nie potrafi być wspaniałomyślnym.


Dlatego też o. Kentenich radził,  byśmy w ciągu dnia stosowały odpowiednie proporcje i żyły w normalnych warunkach.
Co to znaczy: normalne warunki? To znaczy, że w ciągu dnia musimy znaleźć taki czas, w którym zdystansujemy się do pośpiesznego rytmu dnia i na nowo znajdziemy odczucie siebie samej - odprężenie. Wielkoduszność rośnie w odprężonej, wypoczętej duszy!


Chodzi o pytanie: ile czasu w ciągu dnia mam dla siebie samej? Może powiemy: To niemożliwe! Mam tyle do zrobienie, dzieci i cały dom na głowie!
Czy właśnie w tym momencie nie obowiązują słowa Jezusa: Nie troszczcie się zbytnio?
Czy mam odwagę zarezerwować czas dla siebie pośrodku pilnych obowiązków? Czy ufam Panu Bogu, że przez ten „stracony czas” uzbieram go więcej?
U siostry  Emilii Engel zaufanie do Boga nie kończyło się na gospodarczych troskach. Ćwiczyła się także odnośnie do swojego czasu. Każdego dnia miała wyznaczone chwile na odpoczynek i odprężenie na modlitwie. Bogu oddawała wszystko inne, wszystkie czekające prace i pilne obowiązki, wszystkie pytania i niepewności. Czas dla siebie i czas dla Boga nie był czymś dodatkowym i nie następował po wszystkich ważnych rzeczach. Siostra M. Emilia świadomie planowała go w ciągu dnia i mocno trzymała się swoich ustaleń.
To sprawiało, że była odprężona i swobodna. Pośrodku wszystkich wielkich i palących problemów nie traktowała siebie aż tak bardzo poważnie. Po prostu próbowała być otwarta wobec tego, czego Bóg od niej aktualnie wymagał. Spotkanie z Bogiem było dla s. M. Emilii odprężeniem. U nas na początku może być inaczej.

 

Ćwiczenie dla uzyskania wewnętrznej równowagi

Czasami nasza uwaga skierowana jest na różne potrzeby: Czy wystarczy pieniędzy? Co dzisiaj ugotuję? Czy zapłacone jest ubezpieczenie?
Oczywiście należy to do życia, ale nie możemy pomijać i tracić z oczu najważniejszych wartości, ponieważ tracimy wtedy samych siebie.

Zacznijmy od tego punktu. Poszukam w ciągu dnia czasu dla siebie, aby spotkać się z sobą. Czasu, w którym zajmiemy się naszą ulubioną rozrywką, robótką, a więc czymś, co robimy z radością, co wypływa z naszego wnętrza. Obojętnie, czy to przyniesie jakiś pożytek, czy też nie. Dajemy sobie czas po to, aby się odprężyć. Odpoczynkiem może być także ciche trwanie przed Bogiem i opowiedzenie Mu o wszystkim, co leży nam na sercu i co na pierwszym miejscu obciąża naszą duszę, przedstawienie wszystkich problemów i obowiązków.
Poszukajmy takiego ulubionego zajęcia, które sprawia nam radość – nie musi to być nic użytecznego. Szukajmy czasu, w którym możemy się temu poświęcić, i ochraniajmy ten czas, zapewniając go sobie możliwie każdego dnia.

 

Przykład jako zachęta
Mała Weronika wreszcie zasnęła. Ja, młoda matka, jestem prawie wniebowzięta. Teraz szybko załączę zmywarkę. O nie! Filtr na odpadki jest pełen. Najpierw muszę go opróżnić do kubła na śmieci. Oj! Ten też jest pełen. A więc zabieram go – słucham, czy mała Weronika jeszcze śpi -  i zbiegam z trzeciego piętra na dół do kontenera. Po drodze spotykam sąsiadkę mieszkającą nad nami. Jest już zdrowa i cieszę się z tego. Wracam na górę… Weronika jeszcze śpi – dzięki Bogu. Teraz wreszcie ostatnie czynności w kuchni i już słyszę pytające wołanie dziecka: Mamo? Weronika obudziła się i koniec spokoju. To jeden z tych dni, gdzie nawet na moment nie można odetchnąć.

 

Ta młoda kobieta przypomina sobie następującą radę: proszę każdego dnia zrobić coś, co rzeczywiście sprawia pani radość. Nie wie właściwie, co by to mogło być. Pielęgnacja dziecka w ostatnim czasie bardzo ją absorbuje. Nagle pojawia się myśl - chcę ćwiczyć grę na gitarze, bardzo lubię grać, to mnie odpręża. Ale kiedy? Znalazła rozwiązanie. Kiedy Weronika w południe śpi - jest to dla mnie czas przerwy. Obojętnie, co jest coś do zrobienia. Zostawiam pracę, biorę gitarę, siadam w pokoju gościnnym i przeglądam stare i nowe piosenki. Teraz już wszystko idzie bez zarzutu.

 

Czynię każdego dnia to, co sprawia mi radość, bez usprawiedliwiania się biorę czas dla siebie i ufam, że Ten, który ubiera lilie, i o mnie się zatroszczy, że wszystkie pilne i ważne zadania będą mimo to wykonane.
Wiara w Boga Opatrzności jest uwalniająca, jeżeli posiadamy odwagę, aby zaprosić Go do naszego życia i do dysponowania naszym czasem.
Jeżeli traktujemy to postanowienie poważnie, to doświadczamy z czasem, jak do naszego wnętrza przychodzi wielkie odprężenie. Jesteśmy wolni dla tego, co właściwe, dla Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości.

« Wstecz
美国论文ESSAY代写
top private colleges