Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

O naszej Wspólnocie

Siostra M.Emilia Engel


Projekt 9 KROKÓW - Krok drugi

2. KROK:  Uwolnić się od nacisku perfekcjonizmu

 

Pomocą  jest prezentacja 2 krok - medytacja  (do pobrania w MULTIMEDIA)

 

1. Spojrzenie na Siostrę Emilię

Kiedy małe dzieci coś zbroją, chowają się czasem w ciemnym kącie, na łóżku, w ogrodzie. Po niezręcznym wydarzeniu nie chcą być widziane, uciekają. Chcą stać się niewidzialne. Mała Emilia Engel w domu rodzinnym też ciągle chowała się w ciemnym kącie pod schodami Także wtedy, gdy nic nie zbroiła. Ona się chowała, ponieważ nie chciała być widziana przez surowego Boga, którego się lękała, nie chciała stanąć przed Jego surowym obliczem taką, jaką była. Często były to drobnostki, małe niedoskonałości, które wywoływały w niej paraliżujący lęk. Czy nie obraziłam surowego Boga, wobec którego muszę być doskonała?


We wszystkim, co czyniła, opanowywało ją uczucie paraliżującego lęku.
Jedno ujęcie: mała Emilia w ciemnościach pod schodami, i drugie, ze schyłku jej życia: wewnętrznie wolna, radosna kobieta, która mówiła o sobie: Jestem świadoma swoich ograniczeń, ale liczę na miłosierną miłość Boga.


Pomiędzy tymi dwoma obrazami leży długa droga czyniona małymi krokami, naznaczona wieloma niepowodzeniami. Droga w wychowawczej szkole o. Kentenicha oraz siła oddziaływania łask płynących z szensztackiego sanktuarium.

 

2.     Spojrzenie na nas

Zdarzają się sytuacje, które budzą w nas napięcie, od których chciałoby się uciec. Jeżeli zastanowimy się dokładniej, to właściwie nie można robić nam o to zarzutów, lecz nasze uczucie nie może się uspokoić, krzyczy: Nie musiało mi się to zdarzyć!, Dlaczego mnie się to przytrafiło?!

 

Kilka przykładów:

  • Kobieta w średnim wieku jedzie samochodem po osiedlu, jedzie wolno, według wymaganego ograniczenia 30 km/h. Nagle wybiegło przed jej samochód małe dziecko, mimo nagłego hamowania zostało ono potrącone przez auto. Jest ciężko ranne. Kobieta za kierownicą sama jest matką trojga dzieci, prowadziła samochód ostrożnie, a to dziecko wyrwało się z ręki matki prosto pod jej auto. Sąd prawdopodobnie ją uniewinni, ale sąd w jej sercu już wcześniej to ocenił. Dziecko nie leżałoby teraz w szpitalu, gdybyś… Jestem winna, gdy ktoś ponosi szkodę… Gdy kilka dni później jej własne dziecko radośnie biegało po ogrodzie - ona wchodziła do domu, walcząc ze łzami.

  • Pani X, odpowiedzialna w firmie za dział personalny, musi zwolnić pewną osobę z pracy. Kilka razy została ona upomniana, że pracuje nieodpowiedzialnie. Mężczyzna stawia jej zarzuty, że przez to zwolnienie jego rodzina będzie miała problemy. Po tej rozmowie szef personalny ma wątpliwości, ogarniają ją dziwne uczucia. Wie, że dla dobra firmy musi zwolnić nieodpowiedzialnego pracownika, ale wewnętrznie czuje się dotknięta. Co teraz będzie z pracownikiem i jego rodziną?

  • Nauczycielka w szkole podstawowej trzeci raz zwraca uwagę małej Katarzynie, że nie umie liczyć i robi dużo błędów w mnożeniu. Próbuje to powiedzieć z miłością i dobrocią, ale gdy mała widzi czerwoną od poprawek kartkę, wpadła w nieutulony płacz. „Obiecałam mamie, że tym razem będzie lepiej. Ja przecież tyle ćwiczyłam”. W drodze do domu nauczycielka czyni sobie wyrzuty: „Lepiej by było, gdybym nie została nauczycielką!”.

 

Szare obszary naszych ograniczeń

To co przede wszystkim wyprowadza nas z równowagi, to są te szare strefy naszego duchowego życia. Przy wielu wydarzeniach szczerze i rzeczowo możemy stwierdzić, że nie ponosimy żadnej winy, a mimo to nasze serca są niespokojne i nas osądzają.
Ojciec Kentenich tak określał to doświadczenie: kobieta przyjmuje swoje ograniczenia, słabości i braki całościowo jako jedno doświadczenie winy, które zawsze łączy z własną osobą. Obiektywnie patrząc, osobista wina jest wtedy, gdy osoba jasno ocenia sytuację, wie, co jest właściwe, a nawet lepsze do zrobienia, a postanawia i świadomie decyduje się czynić coś zupełnie przeciwnego.
Odczucie, że jest tak, jak jest, jak się stało, a nie powinno się stać, wewnętrzne napięcie pojawia się jednak, gdy dotykamy naszych granic. Granicy własnej natury, granicy możliwości i naszej wrażliwości.
Bardzo wiele kobiet odczuwa to ograniczenie własnej natury jako coś, co nie powinno się pojawić: byłam za bardzo zmęczona, bolała mnie głowa i dlatego nie potrafiłam dobrze pracować. Zaczynam stawiać sobie zarzuty: nic nie zrobiłam! Dziwaczne spojrzenie niezdarnego grubaska wywołało spontaniczny śmiech u nauczycielki. Teraz obwinia się ona, że uraziła dziecko swoim śmiechem…

Stoimy bezradne przed niesprawiedliwością, bolesnymi sytuacjami, słabościami i ograniczeniami innych, natrafiamy na granice własnych możliwości, nie możemy nic zmienić lub wszystkim pomóc.
Mam znajomego, który jest bezrobotny, pośredniczyłam w jego rozmowie kwalifikacyjnej, by mógł otrzymać pracę, ale on nie został przyjęty i z tego powodu robię sobie wymówki.
Wciąż odkrywamy, że czynimy się odpowiedzialnymi za ograniczenia własnych możliwości, jakbyśmy mogły coś zrobić. Nie możemy dojść do ładu z komputerem, bo się na nim nie znamy, przypali nam się ciasto albo nie umiemy tak obcować z ludźmi, jak koleżanka. Często czynimy siebie odpowiedzialnymi za uczucia, np. nie znosimy kogoś. Chcemy się pozbyć tych obronnych uczuć, one przecież nie powinny istnieć. Do tego dochodzą także sytuacje, w których byłyśmy rzeczywiście winne: np. niedbałe w pracy i nie czyniłyśmy wysiłku, by dobrze pracować, uległyśmy naszej antypatii do kogoś i skrzywdziłyśmy tę osobę.

Silne poczucie winy małej Emilii, które prowadziło ją pod ciemne schody, ma punkty styczne z naszymi przeżyciami. Jak możemy się ich pozbyć i żyć odciążone?

Istnieją dwie ślepe uliczki niewłaściwego obchodzenia się z naszymi ograniczeniami. Przeważnie próbujemy uciec z tymi reakcjami na zewnątrz. Chcemy być perfekcyjne, nie dostrzegamy nic nowego i stale obijamy się o nasze granice. Niewłaściwe reakcje, ucieczka, ujawniają się w dwóch sposobach zachowania, które przy odrobinie szczerości możemy zauważyć także u siebie.

 

1. Wypieramy się własnych błędów, ograniczeń i słabości, a jednocześnie jesteśmy bardzo wrażliwe, reagujemy na słabości innych, zrzucając na nich winę za własne ograniczenia i zawodność, stawiając im wysokie wymagania. W psychologii nazywa się to zjawisko projekcją.
Nie mówimy wtedy: byłam podenerwowana, lecz: inni mnie zdenerwowali, inni byli wobec mnie agresywni.
Nie powiemy: długo siedziałam przed telewizorem wieczorem, mimo że chciałam pracować, lecz powiemy: moja rodzina mnie zatrzymała.
Nie powiemy: jestem przewrażliwiona, lecz: koledzy są gruboskórni i bez wyczucia.
Ten punkt, w którym jesteśmy słabe, przenosimy na innych i przez to chcemy się usprawiedliwić.

 

Ojciec Kentenich na takie zachowanie używał określenia "jedwabny płaszczyk", którym okrywamy, zasłaniamy nasze granice, prawdziwe motywacje i słabości. Jakie są następstwa takiego zachowania?


Będziemy coraz mniej świadome swoich ograniczeń, ale one nie znikną z pola widzenia. Kobieta, która próbuje ukryć, wyciszyć w ten sposób swoje ograniczenia, jest nieprawdziwa. Gra przed sobą i innymi, przez to traci kontakt ze swoimi pierwotnymi siłami, a więc z siłą do kochania, cierpienia i poświęcania się.


2. Chęć pozbycia się swoich słabości może pokazać się także w innej formie. Istnieje coraz więcej rzeczy i sytuacji, których nie potrafimy sobie wybaczyć, często są to rzeczy banalne, drobnostki, ale brzmi to następująco, np:

- Nie mogę sobie wybaczyć, że straciłam punkt w grze w tenisa.
- Nie mogę sobie wybaczyć, że znowu przerwałam kurację odchudzającą.
- Nie mogę sobie wybaczyć, że głupio zachowałam się wobec kolegi.
- Przy automacie do biletów wyglądałam śmiesznie;
- Cofając auto, uszkodziłam je.

 

Słowa te odzwierciedlają duchową postawę. Nie potrafię powiedzieć TAK do tego, że jestem słaba, nie potrafię się taką przyjąć. Oceniam siebie. Widzę słabości, a one nie powinny istnieć. To osądzanie siebie zabiera nam sporo duchowej energii. Umiejętność przyjmowania ciężarów jest coraz mniejsza. Każda praca, którą wykonujemy, staje się uciążliwa. Przede wszystkim jednak w naszym wnętrzu pojawia się pewna surowość, twardość, zaciętość i powstaje wtedy niebezpieczeństwo, że przy wielkich duchowych, psychicznych obciążeniach załamiemy się. Dla przedstawienia takiej sytuacji o. Kentenich używał pewnego obrazu:

Jeżeli metalowa kula uderza w twarde podłoże, np. lustro, szkło, naczynie fajansowe czy porcelanowe, rozbija je. Jest to obraz kobiety, której duchowe siły stale są napięte, ponieważ osądza samą siebie. Przy dodatkowym obciążeniu nie wytrzyma tego napięcia.

Obraz przeciwny, ściana z waty. Padająca kula, piłka trafia w watę, wata się ugina i otula, chwyta kulę w siebie. Wata pozostaje niezniszczona. Obraz waty to stan duchowy odprężonej, wolnej wewnętrznie kobiety, która potrafi znieść wielkie wstrząsy.

 

A jak Emilia Engel obchodziła się ze swoimi granicami? Spojrzenie na nią pomoże nam zobaczyć, jak nasze wnętrze może wrócić do równowagi, wówczas gdy jesteśmy niespokojne w swej słabości, a nasze serce nas oskarża. Siostra Emilia stwierdza na podstawie swojego życia: Jestem świadoma swojej słabości i nędzy, ale liczę na miłosierną miłość Boga.

 

Na chwilę zatrzymajmy się przy tej sytuacji, kiedy doświadczając własnych granic, liczymy na Boże Miłosierdzie. Oto przykłady z życia:

  • Młoda osoba, która parę tygodni wcześniej otrzymała prawo jazdy, zaopatrzona w dwie mapy wybiera się samochodem ojca do sąsiedniego miasta. W centrum miasta przejechała niewłaściwie między przejściem dla pieszych a torami tramwajowymi. Gdy wreszcie dotarła do celu – biblioteki miejskiej, skręciła nieprawidłowo w kierunku trasy tramwajowej i została ostentacyjne zatrzymana przez policjanta pilnującego ruchu. „Nie widziała pani znaku – droga tylko dla tramwajów?” - zapytał. „Widziałam, ale nie wiedziałam, jak inaczej wydostanę się z tego miejsca” - ze zwątpieniem w głosie odpowiedziała dziewczyna. Policjant, do tej pory surowy obrońca prawa, uśmiechnął się i prowadząc ją do postoju taksówek, pokazał, jak z tego miejsca przez obwodnicę przy bibliotece miejskiej łatwo wyjechać. Nie została ukarana mandatem.
  • Pewna siostra oddziałowa jest kompetentna w pracy, punktualna, ujmująca, zdolna do współpracy. Wszyscy czują przed nią respekt. Pewnego ranka przyjeżdża do szpitala taksówką z kilkunastominutowym spóźnieniem. Dwie dyżurujące pielęgniarki witają ją pytającym wzrokiem. „Znów zatrzasnęłam się w mieszkaniu i tym razem został tam mój klucz od samochodu” – tłumaczy się. Obie pielęgniarki śmieją się. „Napij się najpierw kawy, a my dokończymy pracę” – mówi starsza z nich. „Zawsze naszą siostrę oddziałową szanowałam i ceniłam, a teraz ją jeszcze bardziej polubiłam” - dopowiada szeptem koleżance.

 

Dlaczego uśmiechał się policjant ruchu drogowego, gdy samochód prowadzony przez młodą kobietę nieprawidłowo wjechał na tory tramwajowe? Gdyby tak uczynił taksówkarz, zapłaciłby mandat.
Dlaczego pielęgniarki na dyżurze przebaczyły niepunktualność siostrze oddziałowej? Gdyby ktoś stale z nieuwagi zostawiał klucz, byłby to przypadek godny upomnienia.

 

Ta godna miłosierdzia i miłości sytuacja zależy od wdzięku postawy: nie jestem perfekcyjna, nie jestem idealna. Młoda kobieta chciała jechać prawidłowo, ale nie potrafiła tego uczynić w nowym mieście. Siostra oddziałowa przez swoje małe roztrzepanie nie straciła szacunku i uznania, które miała w pracy. Przeciwnie, obie zostały przyjęte z uśmiechem.

Także Pan Bóg uśmiecha się do nas, kiedy nieprawidłowo jedziemy drogą dla tramwajów i ośmieszamy się. Chciałby nam powiedzieć – nie bierz siebie tak na serio w twojej słabości i ograniczeniu. Nie unoś się w swej dumie i nie rób sobie wyrzutów. Czy istnieje coś, czego nie mogę ci wybaczyć?

Uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas,

to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko (1 J 3, 19).

 

Nasze serce będzie spokojne, dusza się odpręży, kiedy wyzwoli się z przymusu, by być idealnym, perfekcyjnym. Pan Bóg na nas nie naciska, On nas kocha w naszej słabości. My same siebie uciskamy, zadręczamy. To jest ta droga, o której pisze Siostra Emilia: Liczę zawsze na miłosierną miłość Boga, ponieważ Bóg jest większy od moich ograniczeń, wie wszystko i przyjmuje mnie z moimi słabościami.

 

3. Ćwiczenie dla zdobycia duchowej równowagi

To doświadczenie, że Pan Bóg przyjmuje mnie w mojej słabości, możemy praktykować bardziej świadomie w naszym życiu. Ojciec Kentenich radzi, abyśmy regularnie, najlepiej wieczorem, rozładowywały, doprowadzały do porządku przeżycia związane z naszymi ograniczeniami i słabościami.

 

Należy to uczynić w następujący sposób:

  • pozwalamy przejść przed oczami wszystkim sytuacjom minionego dnia, smakujemy te sytuacje, w których Bóg objawił nam swoją miłość;
  • jeszcze raz w myśli przebiegamy dzień i zastanawiamy się, w jakim miejscu nasza dusza była niespokojna i najlepiej by było, byśmy do tego nie wracały.

Zachowałam się niestosownie wobec innych, podczas kłótni wyszłam, trzaskając drzwiami, ośmieszyłam się u fryzjera, bo zapomniałam zabrać portfel z pieniędzmi. Nie miałam czym zapłacić. Nie odwiedziłam sąsiadki chorej na raka.

Ważne jest, aby tego nie pomijać, ale razem z Panem Bogiem popatrzeć na konkretną sytuację. Powiedzieć: taka jestem! To jestem ja - ja to uczyniłam. Nie usprawiedliwiamy się, tylko patrzymy i stwierdzamy: taka właśnie jestem!

 

W modlitwie jednoczymy się z Chrystusem, któremu doświadczenie małości i słabości nie było obce. On szukał takich doświadczeń ze względu na nas. Jezus Chrystus stał się człowiekiem, był dzieckiem, aby nas, ludzi, lepiej rozumieć i w pełni doświadczyć człowieczeństwa. Słabość może działać zbawczo, może uwolnić człowieka od zbyt mocnego skupienia się na sobie. Może wybawić od napięcia, że wszystko muszę sama zrobić, uwolnić od nadmiernego wymagania, aby być bez zarzutu, być doskonałą. Chrystus narodził się jako dziecko, abyśmy w Nim przeżyli, że Bóg jest Ojcem. On przyjmuje nas w naszej małości i słabości razem ze swoim Ojcem, dlatego mamy pełne prawa dziecka. Bóg przyjmuje nas w Chrystusie ze wszystkim, co zrobiliśmy niewłaściwego, z kłótnią, którą rozpoczęliśmy, z zimnym milczeniem podczas „cichych dni”, z brakiem słów w doświadczeniu nagłej, nieuleczalnej choroby, ze służalczością, która teraz uczyniła nas niezadowolonymi, bo nie potrafiliśmy w zdrowy sposób wymagać od innych.
Pozwalamy, by Ojciec powiedział nam dzisiaj, że za wiele chcemy zrobić sami. Następnie wyciszamy się i odpoczywamy przed Bogiem, pozwalamy, by w naszej duszy działał duch dziecięctwa. Mówi o nim Psalm 113:

Panie, moje serce się nie pyszni,
I oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie,
Albo co przerasta moje siły.
Przeciwnie; wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy.
Jak niemowlę u swej matki,
Jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza…


O tym właśnie myślała Siostra Emilia, gdy mówiła: Pozwól nam być prawdziwymi dziećmi!
 

« Wstecz
美国论文ESSAY代写
top private colleges