Nos cum prole pia, benedicat Virgo Maria!

Niech nas błogosławi swym Dzieciątkiem, Panna Maryja!


Drogi Gościu, witamy Cię słowami pozdrowienia-błogosławieństwa, głęboko zakorzenionego w duchowości Kościoła, które jest stale obecne w naszej wspólnocie Sióstr i w duchowej rodzinie Ruchu Szensztackiego w Polsce.
Zapraszamy do zapoznania się ze stroną naszego Instytutu. Jeżeli coś Cię zainteresuje, zawsze możesz napisać, zadzwonić, przyjechać. Nasze domy i centra duchowości są otwarte dla wszystkich. Polecamy Cię opiece Trzykroć Przedziwnej Matki i Królowej z Szensztatu!


Siostry Maryi

O naszej Wspólnocie

Placówki


Bronisława Staszel-Polankówna

Bronisława Staszel-Polankówna, bohaterka niniejszego tekstu była z pewnością osobą niezwykłą. Znakomita narciarka, mistrzyni Polski, uczestniczyła w mistrzostwach świata FIS w Zakopanem (1929) i w wielu międzynarodowych zawodach narciarskich. Była 8-krotną mistrzynią Polski w narciarstwie. W latach 30-tych objechała na swoim rowerze całą Polskę. Po wojnie, do roku 1956 prowadziła schronisko na Przysłopie Miętusim w Tatrach Zachodnich, nazywano ją „Gaździną z Miętusiej”. Była wielką patriotką, walczyła w powstaniu warszawskim (1944), została odznaczona Krzyżem Walecznych.

 

Początki - wystrugała sobie narty...

 

Bronisława Staszel-Polankówna urodziła się 23 stycznia 1912 r., jako dziewiąte z kolei dziecko Marii z Gąsieniców i Jana Staszel. Od małego marzyła o nartach, jednak podobnie jak większość  dzieci z góralskich rodzin, nie było jej stać na ich zakup, a pierwsze narty wystrugała sobie sama z jesionu (jasienia). Wtedy jej talent został „odkryty” przez zawodnika O.N. „Sokoła” - Andrzeja Krzeptowskiego I, mistrza Polski 1922 i 1923. On  „wciągnął” Broncię do klubu, w którym startowała począwszy od pierwszych do ostatnich zawodów narciarskich. Było to w grudniu 1925 roku – Broncia miała 13 lat i startowała w... spódnicy.

 

Rok później startowała w „biegu dla pań” i zajęła 1 miejsce. W prasie pokazało się jej zdjęcie z podpisem: „Na horyzoncie sportu narciarskiego rozbłysła jasnym światłem nowa, młodziutka gwiazda p. Bronisława Staszel-Polankówna”.

 

 

Mistrzostwa Świata FIS 1929 w Zakopanem

Mistrzostw Świata FIS 1929 w Zakopanem przeszły do historii światowego narciarstwa z powodu wielkich mrozów panujących wtedy w „zimowej stolicy Tatr” - temperatura spadła poniżej – 35 stopni. W tych zawodach startowała także  Bronisława Staszel-Polankówna. Bieg pań nie znalazł oficjalnie w programie mistrzostw świata FIS w Zakopanem, ponieważ międzynarodowa Federacja Narciarska FIS zajmowała w tym okresie negatywnie stanowisko co do wprowadzenia konkurencji kobiecych do oficjalnego programu. Mimo to PZN zdecydował się na rozegranie biegu. Trasa była długości 1123 m. W biegu uczestniczyło 29 zawodniczek, a bieg ukończyło 21 zawodniczek. Zwyciężczynią tego biegu była  Bronisława Staszel-Polankówna z czasem 31 min. 34 s. Puchar, który otrzymała jako zwyciężczyni biegu pań znajduje się w izbie poświęconej je pamięci, w domu sióstr szensztackich na Krzeptówkach - w dawnym domu Bronci. W sumie podczas swojej kariery zdobyła 8 tytułów mistrzyni Polski i trzy tytuły wicemistrzyni kraju. Była wybitną sportsmenką w kraju i poza jej granicami, a tak o Bronci pisał jeden z najlepszych narciarzy norweskich przełomu lat 20 i 30 Sigmund Ruud z Kongsbergu:


„Było to w Czechosłowacji w wysokich Tatrach w Szczyrbskim Jeziorze. Odbywały się tu międzynarodowe mistrzostwa CSR. W ich programie wchodził bieg na dystansie 8 km dla pań. Wygrała go młoda polska dziewczyna nazwiskiem Polankówa. Miała ona bajeczną technikę i imponującą siłę. Chroń mnie Boże przed tym, do czego była zdolna w sporcie, skosztowałem tego zresztą na własnej skórze podczas udziału w biegu złożonym – końcowy odcinek osiemnastki łączy się we wspólną trasę biegu kobiet. Najpierw startowali mężczyźni, mając w perspektywie 18 km trudnej drogi. Warunki były ciężkie. Zwycięzca uzyskał czas powyżej dwóch godzin. Końcowa część trasy prowadziła płasko do mety po zasypanej śniegiem tafli jeziora. Kiedy wbiegłem na jezioro daleko przede mną majaczyła meta. To mnie poderwało. I wtedy usłyszałem za sobą silny, głęboki głos: „Tor wolny!” Była to  Polankówa, sunąca olbrzymimi krokami przy silnych odepchnięciach kijami. Nigdy nie byłem specjalistą od długich tras, otwarcie się do tego przyznaję, ale w owym momencie w ogóle wolałbym nie brać udziału w zawodach. Jak wiele dałbym wtedy za porcję świeżych sił. Ścisnąłem zęby i usiłowałem Polkę przegonić, ale ta jeszcze bardziej przyspieszyła tempo. Moje chęci i prośba o końskie siły nie pomogły. Moje myśli owładnęło przygnębienie, „przegrałem” z dziewczyną. Nie mogąc nic więcej zrobić zdałem się na wielkie okrzyki widzów. Przybyła do mety 40 m. przede mną. Tak pokonany, jak wówczas, nie zostałem nigdy w żadnym biegu, ani przed tym, ani też w tych w których później uczestniczyłem”.
 

Historia podciętego paska
A oto osobiste wspomnienie Bronisławy Staszel-Polankowej, dotyczące zawodów FIS w Zakopanem, które wygrała, a które mogły się dla niej skończyć upadkiem i kontuzją: Jest to „historia podciętego paska”. W roku 1929 na Mistrzostwach Świata, które odbyły się w Zakopanem, oczywiście była tą niezwykłą Broncią. Wobec tego, gdy weszła do schroniska by się ogrzać (był mróz – 30 stopni), „życzliwa ręka” w tym czasie nadcięła pasek u nart, aby uniemożliwić zwycięstwo. Los jednak chciał inaczej. Opatrzność Boża nie dopuszcza, by zło zwyciężyło... i o dziwo, pasek trzymający się na nitce wytrzymuje przebytą trasę. Gdy po zakończonym biegu oglądając „rzemiosło”, które przyczyniło się do sławy, z przerażeniem stwierdza na mecie, że takie podcięcie nie tylko groziło nie ukończeniem biegu, ale mogło się skończyć nawet kalectwem. Oczywiście wśród sędziów na mecie i publiczności zrobił się wielki szum, a wiadomość rozeszła się na całą Polskę. Wtedy jeden z jubilerów zaofiarował swoją gotowość oprawienia paska, na pamiątkę tego wydarzenia. Gdy Kardynał Karol Wojtyła został papieżem, Broncia wysłała przez okazję gablotkę i kilka słów Ojcu Świętemu, a w zamian otrzymała list z Sekretariatu Ojca Świętego: „Szanowna Pani, Ojciec Święty Jan Paweł II składa Szanownej Pani serdeczna „Bóg zapłać” za miłe słowa i wyrażone w nich uczucia. Ze szczególnym wzruszeniem Papież przyjął dar, który musi być przecież bardzo drogi Pani sercu”.

 

Na rowerze przez Polskę
W roku 1934 Broncia dokonała niezwykłego wyczynu, który najlepiej pokazuje niezwykłą, prawdziwą góralską naturę. Postanowiła bowiem zwiedzić swój kraj i dokładnie 23 kwietnia wsiadła na rower „Rumak” z mocnym postanowieniem objechania na nim całej Polski, do Tatr aż po Bałtyk, od zachodu aż po kresy wschodnie II Rzeczpospolitej – swój plan zrealizowała w ciągu zaledwie 3 miesięcy. Zabrała ze sobą dziennik podróży, w którym zapisywała swoje spostrzeżenia. Pamiętnik zaczynał się tak „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Podróż góralskiej dziewczyny spod Giewontu przez całą II Rzeczpospolitą opisało wiele wówczas gazet, a ukoronowaniem rowerowej podróży była jej wizyta na Zamku Królewskim w Warszawie u Prezydenta Ignacego Mościckiego 20 czerwca 1934 r. Na rowerze przejechała ok. 3000 km, w lipcu tego roku Broncia i jej „Rumak” wrócili do Zakopanego.

Na Przysłopie Miętusim
W czasie narciarskich startów Broncia zaczęła już myśleć o pracy w szałasie - schronisku na Przysłopie Miętusim, która zajęła jej ponad 20 lat życia. Już przed wojną zaczęła prowadzić schronisko na Miętusiej. Potem wybuchła wojna. Kierowana głęboką miłością do Ojczyzny na trzy tygodnie przed wybuchem powstania pojechała do stolicy, gdzie jako żołnierz Armii Krajowej walczyła w powstaniu warszawskim 1944 r. w batalionie „Kiliński” pod pseudonimem „Bronka”. Za bohaterską postawę w czasie walk, została odznaczona Krzyżem Walecznych. Razem z ostatnimi powstańcami opuściła stolicę i jako jeniec wojenny została osadzona w obozie Lamsdorf, gdzie doczekała wyzwolenia przez wojska amerykańskie. 23 października 1945 r. wróciła do Polski, na swoje ukochane Krzeptówki. Do końca lat pięćdziesiątych dalej prowadziła szałas na Miętusiej, dobrze znanym turystom, wypoczywającym na pięknej drewnianej werandzie z zapierającym dech w piersiach widokiem na Czerwone Wierchy. Praca tu nie była łatwa – zaopatrzenie trzeba było wnieść na własnych plecach. Zima każdy dzień trzeba było rozpoczynać od rąbania drzewa na opał. Mimo to w szałasie na Miętusiej nigdy nie brakowało dla turystów dobrego słowa i kubka gorącej herbaty.

Ostatnie lata
W ostatnich latach Broncia zaczęła chorować. Opiekowały się nią siostry szensztackie. Jedna z nich, imienniczka pani Broni, s. Bronisława, tak wspomina ten czas:


„W roku 1971 pani Bronia zachorowała na serce – był to pierwszy zawał, (…) później przeżyła jeszcze dwa, a przy czwartym zmarła w zakopiańskim szpitalu 1 lutego 1988 r. Zgodnie z życzeniem, Bronisława Staszel–Polankowa została pochowana na cmentarzu parafialnym w Kościelisku. Wcześniej, 9 października 1972 r., pani Bronia przekazała swój dom siostrom. Od tego czasu przejęły one obowiązek prowadzenia gospodarstwa domowego i przyjmowania gości. Pani Bronia przez cały czas pełniła funkcję "Gaździny domu" – cechowała ją wyjątkowa gościnność, zawsze służyła gościom radą w planowanych wycieczkach w góry, a niejednokrotnie towarzyszyła, jeśli trasa nie była zbyt długa. Była osobą bardzo wrażliwą na piękno gór,  odznaczała się głęboką wiarą, była praktykującą katoliczką i wielką patriotką”.
 

Nie ma już na Krzepówkach  Bronisławy Staszel-Polankówny, ale  w jej domu powstała izba Jej pamięci. Schronisko, które przez tyle lat po gazdowsku prowadziła spłonęło jeszcze przed jej śmiercią.

 

 

« Wstecz
美国论文ESSAY代写
top private colleges